Współczesny świat funduje naszym dzieciom nadmiar przetworzonego cukru
W latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych kiedy byłam dzieckiem na półkach sklepów nie było tylu słodyczy co dziś. Najbardziej w pamięci utkwiły mi ciasteczka Be-Be (pięć groszy za opakowanie :) , smakowe Flipsy (55 groszy za paczkę) i okrągłe, płaskie lizaki z wzorem przekrojonej pomarańczy lub kwiatkiem, można je kupić do dziś i czasem z sentymentu jeszcze je nabywam.
Słodycze robiła nam mama. Tylko wtedy za słodycze uznawałyśmy z siostrą budyń, kisiel i galaretkę z owocami, którą zajadałyśmy się w każdy weekend. Każdą sklepową czekoladę lub batona się celebrowało, bo były rzadkością w naszych buziach, ale za to bardzo docenianą.
Choć najlepsze wspomnienie z dzieciństwa mam z niedzielnych poranków, kiedy budził mnie zapach rosołu, a przed śniadaniem mam pozwalała nam zjeść kawałek ciasta, w czasie kiedy wszyscy oglądaliśmy wspólnie "Siódme niebo". Ciasto piekłyśmy zawsze razem w sobotę, a największą atrakcją było wylizanie pałki i miski MNIAM.
Pamiętam jak do obiadu piło się kompot, kto wtedy słyszał o sokach z kartonika, a Coca Cola to był rarytas, ja jednak wolałam oranżadę albo soczki z przeźroczystych woreczków PYCHOTA.
Dziś sklepowe półki uginają się od nadmiaru przetworzonego cukru, który nasze dzieci spożywają w niezliczonych ilości jako ich ukochane słodycze.
Pamiętam jak latem kładłam z mamą do słoików wiśnie, gruszki, śliwki i inne owoce sezonowe, które z ogromną chęcią wyjadałam zimą, a dziś moja córka nie chce nawet tego spróbować, ba nie je nawet kanapki z dżemem więc jak mogłaby uraczyć swe kupki smakowe całym owocem. Jako matka przeżywam koszmar kiedy moje dziecko siada do stołu. Ciągle próbuje i ciągle ponoszę porażkę. Poddaje się i znów próbuję.
To wołanie o pomoc!!!!!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz